Opowieść o szopce krakowskiej

Z góralskiej pastorałki: (Józef Szczypka. Kalendarz polski)
O, Jezusku maluśki, kieby rękawicka
albo tyz jakoby kawołecek smycka.
A cemuześ nie siedzioł u Tatusia w niebie,
kie Twój Tatuś kochany nie wyganioł Ciebie?

Tam Ci usługiwali, wciórności, anioły,
a tutaj se som lezys jako palec goły.
Tameś jodoł kukiełke z carnuską i z miodem,
a tutaj sie zasilos samym tylko głodem.
Tameś pijoł gorzałke z słodką małmazyją,
a tutaj sie ocęta samych łez napiją.
Tameś lezoł w pierzynce na złotem łozecku,
a tutaj zaś na sianku i w zimnem złobecku.
Ta piękna pastorałka, w której oprócz zadumy religijnej czuje się tęsknotę za dobrym świątecznym jadłem oraz postrzega sytuację w stajence, gdzie dominuje chłód i brak strawy. Mogli w to wierzyć ludzie czasów rzymskich, lecz już we wczesnym Średniowieczu „złobecek” ogrzewały wół i osioł, przywykło się je bowiem łączyć z Bożym Narodzeniem. Wołu i osła wprowadził do szopki betlejemskiej św. Franciszek z Asyżu, uzyskawszy zgodę papieża Honoriusza, aby te poczciwe stworzenia występowały w jasełkach. Jasełka powstały w XIII wieku i są pomysłem Poverella. Szybko zyskały naśladowców w całej Europie. Podobno w Polsce jasełka (nazwa pochodzi od jaseł, jak dawniej nazywano żłób) wystawiano jeszcze na dworze błogosławionej Kingi. Istnieją trzy figurki z lipowego drewna, wyrzeźbione około 1370 roku przez nieznanego snycerza krakowskiego, które pochodzą z szopki siostry Kazimierza Wielkiego, królowej węgierskiej Elżbiety i potwierdzają powstanie pierwszych pierwowzorów szopek bożonarodzeniowych.
Pierwsze teksty jasełek – a więc przedstawień z żywymi aktorami – pojawiły się dopiero w XVI wieku. Najprawdopodobniej jasełka obfitowały zawsze w kolędy – pieśni religijne. Kolędy znane są już od XV wieku. Jasełka miały także zawsze własne teksty i własny styl. Były teatrem, w którym sprawy boskie łączyły się z ziemskimi, dlatego też zaczęto usuwać je ze świątyń. Przeniosły się więc do chałup i dworskich sieni, zaległy place miejskie i śródkamieniczne podwórka. Kiedy zaś i tam zabrakło miejsca, zmieniały się w przenośną szopkę z podrygującymi żywo figurkami, którą mimo jej niezliczonych wież, balkonów, bram i schodków można było ustawiać nawet na dwóch stołkach. Zmieniły się przede wszystkim w szopkę krakowską, o której profesor Estreicher w tomie „Nie od razu Kraków zbudowano” pisał, że oglądał w niej najwspanialsze przedstawienie na świecie.